środa, 26 sierpnia 2009

Prolog

Wyjazd na Erasmusa. Przedsięwzięcie jakich mało. Wymaga wielomiesięcznych przygotowań, wielomiesięcznych formalności i anielskiej cierpliwości. Wszystko zaczęło się od prostej, acz skomplikowanej decyzji. Musiałem zastanowić się, czy chcę spędzić pół roku za granicą, czy chcę przez pół roku odpoczywać od pracy, czy chcę przez pół roku obijać się i niekoniecznie męczyć na zajęciach, czy chcę przez pół roku imprezować?

...

Oczywiście, że TAK!

Do samego wyjazdu zbierałem się psychicznie od kilku lat. Na pierwszym i drugim roku oczywiście nie, ale później, kiedy nastąpiła zasadnicza zmiana okoliczności, taki wyjazd zaczął nabierać sensu. No bo co? Mam 5 (a właściwie 8) lat siedzieć i studiować w Polsce? To chociaż pół roku niech spędzę zagranicą. Uważam, że każdy powinien spróbować. Pewnym problemem mogły okazać się takie drobne przeszkody, jak:

a) praca - albo zwolnienie albo zawieszenie umowy?
b) drugi kierunek - tu już trochę gorzej, gdyż z lenistwa "zawiesiłem" tamte studia, a potem dostałem urlop na rok. Co dalej?
c) mieszkanie - gdzie znajdę lokatora zastępczego na pół roku?

To tyle w sumie, jeśli chodzi o problemy rzeczywiste. Jako, że jestem wrodzonym optymistą to bez wahania zabrałem się za formalności natury wszelakiej. A pół roku później drogie dzieci piszę te oto słowa, w których zapowiem, że już niedługo opowiem wam przy kominku i buteleczce szkockiej, jak się za to wszystko zabrać i jak niczego nie spieprzyć. Będąc studenten UW oczywiście.

1 komentarz:

  1. Optymistą... Ty urodzonym optymistą? Cóż, najwidoczniej mylnie interpretowałem słowa które wypowiadasz każdego poranka tuż po przebudzeniu (-:

    OdpowiedzUsuń

Cenzura nigdy nie śpi!