piątek, 28 sierpnia 2009

Wybór uczelni.

W dzisiejszym odcinku serialu pod tytułem "Wujek Dobra Rada Prezentuje", Wujek Dobra Rada zaprezentuje Ci swój poradnik na to, w jaki sposób najlepiej wybrać miasto, w którym będzie się chciało studiować w ramach Erasmusa.

Zakładam na początek, że jesteście zdecydowani na 100%, żeby spróbować swoich sił za granicą. Jeśli nie, to iść do sklepu, kupić pół litra i podjąć decyzję w stanie wskazującym na spożycie.

Zacznijmy od prostej rzeczy. W jakim języku mówisz? Jeśli jesteś monolingwistyczny i Twoim językiem ojczystym jest polski i nic poza tym, to mam złe wieści. Wykłady po polsku są tylko w Polsce - pozostaje dla Ciebie jedynie program MOST, o którym nic nie wiem. I współczuje. Mama zawsze mówiła, żeby się uczyć języków.

Jeżeli znasz więcej niż jeden język i jest to jakiś cywilizowany język europejski to gratuluję! Dasz sobie radę pod względem językowym. Hiszpańsko-, włosko- i francuskojęzyczni nie muszą się zastanawiać nad państwami. Większy wybór mają germaniści. A angliści to już całkowicie inna bajka. Dla tych wybrańców losu odpadają takie państwa jak Francja, Hiszpania, Włochy, Niemcy, Austria czy Portugalia. Ale za to masz Turcję, Skandynawię, UK i Ireland, Węgry czy Grecję. Wybór szeroki jak świat.

I tu przechodzimy do kolejnej kwestii. Fundusze. Tu nie ma żartów. Stypendium nie jest duże, a za coś żyć trzeba. Kraje Europy Środkowo-Wschodniej są najtańsze, za to Zachód, jak to Zachód i Mini-Europa mają w zwyczaju, ma ceny dużo wyższe, a stypendium nie jest relatywnie wyższe.

Po trzecie, co chciałbyś przeżyć. Przygodę w nowym miejscu? A może pomieszkać w kraju, o którym zawsze marzyłaś/eś? A może chcesz poimprezować szampańsko? Każdy kraj może tu pasować. Zawsze chciałem do Hiszpanii jechać. Myślę, że nawet z moją nieznajomością hiszpańskiego dostałbym się na któryś z madryckich uniwersytetów. Ale jechać, żeby się męczyć. Owszem, dobrze się bawiąc, ale nic nie rozumiejąc...

I po czwarte. Odległość od domu i dojazd. Turcja to zajefajna sprawa. Ale przelot do Izmiru już niezbyt. Tromsoe? Proszę bardzo. Ale wyprawy za Koło Podbiegunowe Północne są dosyć kosztowne. Portugalia? Już nie ma CentralWings. Z drugiej strony Praga. Za 130 zł - ale 11 godzin w ciapągu. Wilno? 8 godzin w autokarze. Masakra. Budapeszt nielepszy.

Po piąte i ostatnie. Czynniki subiektywne. Nie lubisz gorąca? Nie znosisz Francuzów? Nie trawisz brytyjskiego żarcia? Za dużo Polaczków? Trzeba to rozważyć.

Przejdźmy do sedna. Na moim skromnym przykładzie, na którym trzeba się wzorować przedstawię mój tok myślenia.

I tak, mówię płynnie po polsku i angielsku, średnio (baaaaardzo) po niemiecku i znam podstawy hiszpańskiego i rosyjskiego. Ergo, wybór państw dosyć spory. Ale chciałbym też coś ze studiów wynieść (i niekoniecznie mam na myśli długopisy, ławki i ubikacje). Czyli szukamy uniwersytetów z wykładowym angielskim. Następnie pieniądze. Nie jestem z tak zwanej dzianej rodziny, oszczędności mam raczej szczupłe, więc musiałem poszukać (i to bardzo dokładnie) informacji o kosztach życia. W efekcie poszukiwania musiałem zawęzić do Europy Środkowo-Wschodniej. Erasmus to nie tylko nauka, ale przede wszystkim dobra zabawa (Orgasmus). Austria - nuda. Bułgaria - no heloł. Rumunia - no comments. Praga - tylko zabytki. Budapeszt! Tak! Madryt Wschodu, jak go nazywam :) Do Budapesztu dostanę się na kilka sposobów - szybkim samolotem albo wolnym pociągiem. I tu i tu koszta nie są jakieś koszmarne, tak więc będę mógł sobie pozwolić na samodzielny zakup biletu i powrót co jakiś czas do PL. Pytania zawarte w punkcie piątym odnoszą się do mnie :) Ergo wybrałem miasto. Wybór między uniwerkami to była czysta ruletka. Ale chyba lepiej trafiłem niż pozostałe osoby co jadą do Węgier :)

Tak więc Moje Drogie Dzieci, w ten oto sposób Wujek Dobra Rada wyląduje za tydzień w Budapeszcie i będzie się dobrze bawił. I wam też życzę udanych wyborów!

A jakie miasta w procesie myślowym odpadły? Praga, Dublin i Umeå. Pierwsze z powodu cen, drugie z powodu zbyt dużej ilości Polaczków, trzecie - bo w Szwecji, a tam alkohol drogi i za blisko Koła Podbiegunowego Północnego (ale to miasto Cult of Luna...)

1 komentarz:

  1. Dobry post, ciekawe napisany i pełen praktycznych wskazówek. Tok myślenia jest niezły, myślę, że idąc za Twoimi radami mógłbym wylecować w jakieś fajne miejsce. W sumie szkoda trochę, że nie Umeå (-:

    OdpowiedzUsuń

Cenzura nigdy nie śpi!