Wiecie co? Podoba mi się tu. Co z tego, że mówią w języku, który mógłby zrobić karierę w Śródziemiu. Jest naprawdę zajebiście. Ludzie są weseli, otwarci, miasto spokojne i jednocześnie jest co robić. Ale to co rozwaliło to system komunikacji miejskiej. Każdy słyszał zapewne o filmie pt. "Kontroler". Oczywiście nie oglądałem go, ale chyba wiem o czym może być. Przyjrzyjmy się następującym chwilom z życia bombla.
Scenka pierwsza: w metrze nie ma bramek w tradycyjnym tego słowa znaczeniu. Wchodzisz na stację i widzisz kasowniki, gdzie możesz sobie jednorazówki skasować, natomiast szczęśliwi posiadacze miesięcznych muszą specjalnie pokazać swoje bilety kontrolerom, którzy sobie stoją szczęśliwi tuż przed schodami. Swoją drogą stacja Moszkva ter jest strasznie głęboka. Centrum to przy niej pikuś - jedziesz i jedziesz, aż uśniesz. Jak wychodzisz to też mogą sprawdzić bilet, ale nie muszą. Chyba od humoru to zależy.
Scenka druga: noc. Ciemna i głucha. No dobra. To nie Warszawa, więc nie ma co się oszukiwać. Ludzie są i muszą się przemieszczać, a Budapeszt jest większy od WAW, więc i system może być bardziej skomplikowany. Tak mi się wydawało przynajmniej. Anna-Linda zachwalała budapesztańską komunikację nocną, jako najlepszą w Europie. Polemizowałbym w sumie - w Wawie naprawdę dobrze się porusza nocą. Chyba nawet lepiej niż w dzień. Łot Ewa. Z pomocą Panki (czemu nie jest moją mentorką? :D) udało mi się znaleźć autobus bezpośrednio z centrum Pesztu aż prawie pod moją miejscówkę. Sieć jest bardzo rozbudowana, linii jest dużo, a trasy są dosyć skomplikowane. Na szczęście informacje na przystankach są na tyle czytelne, że człowiek jest w stanie się połapać. Na pewno lepiej niż w Madrycie. Najbardziej rozwalił mnie fakt, że przed wejściem do każdego Ikarusa (tak, te same gruchoty co w Wawie!) stoją kontrolerzy i sprawdzają bilety każdemu, kto wchodzi do autobusu. Zajebisty sposób na bezrobocie :D
Generalnie wrażenia po pierwszym dniu mam naprawdę pozytywne. Muszę się nauczyć tylko chorego przelicznika z forintów na złotówki i myślę, że wtedy będzie super. Jutro idę walczyć z formalnościami na ELTE. 3majcie kciuki za bombla i liczcie się z częstymi wpisami o głupotach i o rzeczach, które będą mnie zadziwiały w tym mieście :)
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Fajny wpis. Podejrzewałem, że mają tam jakieś postkomunistyczne złomy. Ale nadgorliwość kanarów jest zadziwiająca. Kiedy będą zdjęcia?
OdpowiedzUsuń