Dobra. Cola w żołądku, właśnie spożywam śniadanie, wiatraczek mnie chłodzi i jestem na tyle przytomny, żeby spłodzić cokolwiek.
Od początku. Podróż w pociągu pospiesznym Intercity bezpośrednio z WAW do Keleti pu. Podróż naprawdę wygodna, tylko nie jestem w stanie zliczyć ile razy walnąłem głową w "sufit". Z A. gadaliśmy chyba do 3, sen był krótki i w ogóle z kuszetki nie chciało mi się wychodzić. Jechała z nami studentka ELTE, która pracuje w Instytucie Polskim, więc dostaliśmy już od niej zaproszenie, żeby się tam przejść. Jest tam biblioteka, więc mam nadzieję, że będą jakieś ciekawe lektury. Jak pozałatwiam sprawy na uczelni, to się tam zabiorę.
Dworzec Keleti jest piękny. W Polsce nie ma porównania z żadnym. XIX-wieczny, styl francuski. Coś w stylu Gare Saint-Lazaire. Ale i tak bardziej mi się podoba Atocha :) Zdjęcia powrzucam, jak się wybiorę na zwiedzanie. Co ciekawe, osoby bez biletu nie mogą w ogóle wejść na peron. Muszą przed bramkami stać. W sumie jakiś sposób na bezdomnych.
Na miejscu czekała moja kochana mentorka Dóra. Pomogła mi kupić miesięczny, podprowadziła do metra i powiedziała jak dojechać na Varosmajor utca. Niestety nie podjechała ze mną do Budy :( Trochę ciężko się było poruszać z tobołami, ale jakoś dałem radę. Nawet trafiłem na miejsce bez żadnych podpowiedzi i się nie zgubiłem.
To tyle na temat dojazdu. Później napiszę coś ciekawszego i sensowniejszego.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Cenzura nigdy nie śpi!