niedziela, 27 września 2009

Cult of Luna [Eternal Kingdom]

Każdy z nas ma zapewne zespół, którego muzykę kocha i uwielbia, darzy miłością grzeszną i nieczystą, traktuje jako najwyższą świętość. Takim moim największym sacrum w sferze muzyki jest kapela o nazwie Cult of Luna - Szwedzi z północy kraju, grający coś co można określić jako sludge metal/post-metal (nienawidzę tego określenia), a wywodzący się jeszcze z hardcore punku.

Ostatnia ich płyta została wydana w 2008 roku, a jej tytuł jak zapewne się domyśleliście to "Eternal Kingdom". Jest to concept album, oparty na dziennikach, które członkowie zespołu znaleźli w starym szpitalu psychiatrycznym (nie pytajcie mnie co tam robili :D ), a opowiadające historię szaleńca, który zabił własną żonę, obwiniając jednocześnie o to człowieka-sowę i występujących w jego świecie ludzi-drzewa (enty?). Ach, co szalony umysł potrafi spłodzić.

Polecam tę płytę jednak nie ze względu na teksty, które moim zdaniem nie są złe, ale z powodu muzyki. Utwory nie są długie jak na poprzednich albumach, gdzie potrafiły sięgnąć nawet 15 minut, ale oscylują średnio wokół 6,5 minuty. A są nawet krótsze kawałki. Jest tu wszystko. Zarówno ciężkie, gęste i niemalże szlamowate gitarowe riffy ("Curse" czy "The Great Migration"), ściany dźwięku, które mogłyby burzyć mury (jak dwie perkusje w końcówce "Ghost Trail"), jak również spokojne, ciche niemalże klawiszowe kompozycje, które mają na celu wyciszyć i przygotować na dalsze emocje (jeden z moich ulubionych "Österbotten"). Nawet jest tu taki egzotyczny jak na metal instrument jak trąbka ("The Lure (interlude)" czy genialne "Following Betulas"). Pojawiają się nutki podobne do muzyki country ("Ugín"). Nie można więc powiedzieć, że muzyka jest monotonna, nudna i nic tylko gitary i szlam.

Wokal, jak to w większości zespołów wywodzących się ze sceny hardcore'owej, to krzyk, wrzask. Nie jest delikatny, za każdym razem podkreśla szaleństwo w tekstach, doskonale współgra ze słowami, które są wykrzikiwane. Obaj wokaliści dają z siebie naprawdę dużo, co widać szczególnie na koncertach. Ciekawe jestem, jak to robią, że potem są w stanie mówić. Nie wiem, sztuka tajemna dla mnie.

Abstrahując od mówienia o płytce, chcę nawiązać do recenzji "Somewhere Along the Highway" z bloga Q., a dokładniej zdania "Brzmienie CoL nie jest najświeższe na świecie, można im wytykać to, że brzmią jak mieszanka wczesnego Isis z późnym Neurosis, że właściwie mielą na wszystkich swoich płytach w kółko to samo, że są Szwedami i nie potrafią pić…" Owszem, początki to naśladownictwo zarówno Neurosis, jak i Isis, ale ostatnie trzy płyty taką kopią już nie są. Co więcej, różnią się dosyć istotnie. Nie trzeba mówić, że Szwedzi wydają teraz albumy w okresie dosyć odległym od planowanych dat Amerykanów. Właśnie po to, żeby uniknąć takich porównań oraz podkreślić swój własny styl, który wypracowali eksperymentując z muzyką. Pierwsze płyty jeszcze są typowo sludge'owe. Zgodzę się monotonia z nich razi. Ale od "Salvation" (2004 rok) można łatwo zaobserwować ewolucję muzyczną, muzyka nie jest taka sama przez cały czas, zmienia się. Zarówno atmosfera, głośność, nawet wokale. Każda z trzech ostatnich płyt jest inna, ale nie nudna i oryginalna.

Wracając do "Wiecznego Królestwa" muszę powiedzieć, że jest to jedna z najlepszych płyt, jakie słyszałem. Całkowicie inna klimatycznie niż "Somewhere Along the Highway" czy "Salvation", mniej osobista. Seans przy niej, to dosłownie zatopienie się w dźwiękach, wyłapywanie każdej nuty z osobna i przeżywanie muzyki. Nie powiem, bardzo przyjemna godzina, której nigdy nie uważam za zmarnowaną. W szkolnej skali daję jej 6/6.

Próbka umiejętności CoL. Jest to fragment z koncertu w londyńskiej La Scali, utwór "Ghost Trail", pochodzi z koncertowego DVD zespołu. Niestety, do żadnego utworu nie powstał teledysk. Ale generalnie powstały trzy, ale dotyczą innych płyt, więc nie wklejam ich tutaj.

Cult of Luna
Eternal Kingdom
2008

2 komentarze:

  1. Cytujesz mnie bez podania linka do źródła, to raz, a dwa, wrzucasz fragment wyrwany z kontekstu z którego jasno wynika, że nie lubię CoL, tymczasem sam napisałem, że mimo tego to jest dobry zespół! Ty kabanosie! (-:

    OdpowiedzUsuń
  2. Spoko parówo, napisałem skąd jest zawarte zdanie. Nie muszę linka w tekście zamieszczać :P Poza tym polemizuję z tym zdaniem, bo kapela nie jest wtórna, a nie z tym, że możesz lubić lub nie :)

    Pozdro szejset73 wolt :D

    OdpowiedzUsuń

Cenzura nigdy nie śpi!