Zawsze marzyłem, żeby być poliglotą. Mówić w wielu językach, bez problemu nawiązywać znajomości z innymi narodami, zarabiać więcej z tego tytułu. Zwykle mam jednak do nauki języków słomiany zapał. I nawet jeżeli spędziłem 9 lat nauki na niemiecki, to niestety nie pamiętam za dużo. Podobnie z 2 latami nauki hiszpańskiego i prawdpodobnie też się tak stanie z rosyjskim. Ale mam mocne postanowienie iść na kursy od przyszłego semestru. Wczoraj zaś zacząłem moją przygodę z najdziwniejszym narzeczem Europy, czyli węgierskim.
Nie ma potrzeby wspominać, że jest to język z rodziny ugro-fińskiej, aglutynacyjny, z 36 przypadkami (my mamy 7), 14 samogłoskami i słownictwem niepodobnym do niczego. Wystarczy powiedzieć tak: "O cholibka!". Język jest cholernie trudny. Już nawet składnia jest odwrotna i trzeba się pilnować, żeby podmiot był pierwszy. Nie mówiąc o dziwnej wymowie niektórych głosek, przy której można język połamać czy o wyrazach, które dwadzieścia kilka liter i nie wiadomo tak naprawdę, gdzie jest początek a gdzie koniec.
Ale słowa lektorki napawają mnie optymizmem - ma to być dobra zabawa. Nie oczekuję, że po 3 miesiącach nauki będę w stanie cokolwiek powiedzieć. Wystarczy, że będę wiedział jak poprawnie zamówić piwo w barze, mleko w sklepie. powiedzieć, że jestem biednym studentem z Polski i zbieram na wino czy zaoferować usługi seksualne przypadkowo napotkanym, ładnym, Węgierkom. No, dobra. Rozpędziłem sie trochę. Ale takie podstawy podstaw mają trochę ułatwić mi życie na obczyźnie. Matteo (mój współlokator) mieszka na Węgrzech od 5 lat, płynnie zaczął mówić gdzieś po 2 latach nauki. Ja tyle czasu miał nie będę, ale może kiedyś trafię na Węgry na dłuższy czas i wtedy rozwinę swoje możliwości lingwistyczno-winne.
Babka sama w sobie jest miła, z tego co mówiła, to chyba ma doświadczenie w prowadzeniu kursów językowych. Grupka nie jest wielka, nie liczyłem wszystkich, ale chyba koło 20 osób, z czego najliczniejsza nacja (o dziwo) to Polacy - jest nas 6 albo 5. Poza tym Czeszki, Belgijka, Niemka, Turczynka, Hiszpanie, Portugalczyk, E-stonka [;)], Litwinka, Izraelczyk. Taki ciekawy przekrój :) Pora nie jest za specjalna, bo środa o 18.15, ale da się przeżyć. Mam tylko 3 dni zajęć, więc nie mam co narzekać, a wręcz przeciwnie. Powinienem się cieszyć długimi weekendami (które są dłuuuugie ;D).
Newsy z życia bombla (bombel pisze się z małej litery, zawsze!):
-> Byłem wczoraj u lekarza - zdjęli mi gips, mam nosić przez 2 tygodnie taką mega wielką ortezę, za którą musiałem zapłacić... Na szczęście ubezpieczenie mam, więc prawdopodobnie mi zwrócą (albo i nie, dick knows).
-> Mam pierwszych gości z Polski - tu z miejsca pozdrowienia dla K. i L. i podziękowania za zapas wódki polskiej i ukraińskiej ;)
-> Nie pojechałem nad Balaton. Kolano niestety nie jest na tyle sprawne, poza tym nie mógłbym korzystać z dobrodziejstw wody i takich tam. Trudno się mówi, może kiedyś (taaaaaa).
To by było na tyle. W PestiEsti wyczytałem, że w październiku ma być coś w stylu Palinka Fesztival. Muszę dokładnie to jeszcze z Madziarką jakąś zweryfikować. Poza tym dziś jest GuinessFestival, z browarem po 300Ft w niektórych brytyjskich pubach. Chętnych zapraszam!
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Z tymi 36 przypadkami to nieco przesadzili. CO oni tam mają? Wmordnik? Komu? Za co?
OdpowiedzUsuń22 year-old Executive Secretary Boigie Whitten, hailing from Port Hawkesbury enjoys watching movies like Analyze This and Web surfing. Took a trip to Monastery of Batalha and Environs and drives a Jaguar D-Type. kliknij, aby dowiedziec sie wiecej
OdpowiedzUsuń