czwartek, 10 września 2009

Pierwszy tydzień z głowy

Uff! Nareszcie. Tydzień pracy wydłużył mi się o jeden dzień roboczy. Co prawda nie przemęczył mnie ani trochę, ale obowiązek pobudki przed godziną 16 skutecznie mnie zdemotywował. Ale ad rem. Chciałem przekazać swoje wrażenia z pierwszego tygodnia nauki na Eötvös Loránd Tudományegyetem.

Wszystko zaczęło się w poniedziałek. Tego dnia odbywała się rejestracja na wykłady organizowane dla studentów z Hameryki. Już o tym pisałem, więc nie będę się powtarzał. Trudności z uzyskaniem akceptacji na uczęszczanie na zajęcia spowodowały potrzebę poszukiwania innych, bardziej alternatywnych sposobów na uzyskanie punktów ECTS. Sorry Zajączek, ale stawiam Cię przed faktem dokonanym. Troszkę pozmieniałem w planie zajęć, dzięki czemu spędzę stosunkowo mało czasu na uczelni. Mianowicie trzy dni. To i tak zbyt dużo, gdyż ponieważ normalnie miałbym jeden dzień w tygodniu zawalony plus do tego jakies pojedyncze wykłady. Łot ewa. Oto przedstawiam mój autorski program studiowania stosunków (międzynarodowych) na ELTE doświadczonym studentom stosunków (międzynarodowych).

Pierwszy przedmiot jaki mi się trafił to "Budapest, Vienna, Prague: Urban Society and Culture from the Late 19th Century to the Present". Generalnie zajęcia nie są złe. Powiem więcej. Mnie, jako studenta gospodarki przestrzennej bardzo interesują. Poruszają różne aspekty związne z urbanistyką. Moje zboczenia są zaspokojone :) Poza tym wczoraj mieliśmy lekcję w terenie i fajniej było połazić po Peszcie niż siedzieć w auli i słuchać wykładu. Jedyny problem to Amerykanie, ale o nich za chwilę. Do tego można powiedzieć, że dostanę 6 punktów ECTS za napisanie trzech prac: jednej na 5 stron, drugiej na 10, a trzeciej dodatkowo. Luuuuz.

Drugie zajęcia, na które uczęszczam to "The Individual and the State in International, European and national Law". Czyli jedna wielka powtórka z prawa międzynarodowego publicznego. Dziś się załamałem na wykładzie. Na pytanie prowadzącego, czy słyszeliście o Kosowie (sic!) [nie, wcale kurwa, w ogóle kurwa o tym pracy magisterskiej nie piszę], jedna Hamburgerka się zgłosiła i powiedziała: "Ja słyszałam o Kosowie, tam byli Albańczycy, których Serbowie nie lubili, i potem była wojna i potem Serbowie uciekli" (koniec cytatu). Poczułem się jak debil w szpitalu psychiatrycznym. Sorry, w szpitalach psychiatrycznych trafiają się ludzie uzdolnieni. Problem z tym wykładem (a może to nie będzie problem?) jest taki, że będą dwa kolokwia i praca do napisania. Ta praca to tylko po to, żeby mieć 6 ECTS-ów. Chociaż przy takim poziomie to z palcem w dupie powinienem uzyskać.

Kolejny przedmiot to: "Reading Seminar in International and European Law". Czytaj: poraz dziesiąty na tych studiach będziesz "czytał" Kartę NZ i będziesz fajny. Najgorsze jest to, że ma być wejściówka z tego co się miało przeczytać, ale jakoś się to przeżyje. Przetrwałem Kosiarza i Gardoca. Nic gorszego już mnie nie spotka. A w nagrodę dostanę 5 punktów.

I ostatnie zajęcia, "History of Sociology I.", to jak nazwa wskazuje, historia socjologii. Nic gorszego już mnie spotkać nie mogło. No dobra, statystyka mogła być gorsza. Ale chyba nie będzie źle. Chodzić na zajęcia i coś jeszcze, tylko nie pamiętam co zrobić i trzy punkty do kieszeni wpadną.

Razem daje to 20 ECTS-ów, które sprawią, że 9. semestr studiów zaliczę dobrze się bawiąc, a nie chodząc na Pronińską czy Jędrzejowską ;)

We wtorek idę jeszcze na spotkanie w sprawie lektoratu języka węgierskiego. Fajnie będzie się nauczyć, jak zamówić piwo w knajpie, albo jak poprosić o udziec indyczy w sklepie mięsnym. Ale to dopiero pieśń przyszłości.

Bawiąc się słowami słuchałem:
MGMT [Oracular Spectacular]

3 komentarze:

  1. Heh. Dobrze masz, piękne miasto, nowe miejsce. Kolejny sprwadzian granic własnego JA :).

    OdpowiedzUsuń
  2. Poruszyłeś wątek amerykanów a nic nie napisałeś! Jestem ciekaw, jak przeżyjesz tę socjologię. A co do ISM - to Pronińska nie jest taka zła (-:

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak nie poruszyłem, jak poruszyłem. Czytaj uważnie :) Podpowiedź - fragment o Kosowie.

    Pronińska sama w sobie nie jest zła. Ale zaliczenie u niej już jak najbardziej...

    OdpowiedzUsuń

Cenzura nigdy nie śpi!