
Co prawda nie mistrzem Europy w piłce nożnej, ale w siatkówce. Nie deprocjonuję sukcesu naszych. Co więcej jestem bardzo dumny, szczególnie tu na obczyźnie, kiedy mówie Matteo albo Annie-Lindzie: "We are the European champions!".
Nie oglądałem nigdy meczów siatki. Uważałem, że jakaś klątwa nade mną wisi - co oglądałem jakąś reprezentacyjną potyczkę, czy to z Serbią, Rosją czy Włochami, to zawsze przegrywaliśmy ten mecz. Wczoraj zebrałem się w sobie i obejrzałem końcówkę trzeciego seta z Bułgarią. I wygraliśmy. Dziś oglądałem całość. I teraz stoję i słucham Mazurka Dąbrowskiego i wychodzę z siebie. Taki jestem dumny! Wiem, powtarzam się, ale wiecie o co chodzi :) Swoją drogą ile stresu przeżyłem oglądając pierwszy i ostatni set...
Jest to pierwsze nasze złoto na ME w siatkę, wcześniej chyba z 5 razy w finale walczyliśmy z ZSRR i cały czas mieliśmy srebro. Nie jest to też największy nasz sukces na arenie międzynarodowej - wcześniej byliśmy już mistrzami świata i olimpijskimi. Ale to było dawno. Teraz potrzeba takiego sukcesu. Uważam, że piłka nożna jednak się chowa w porównaniu do innych gier zespołowych - siatkówki (Złotka! finał MŚ), piłki ręcznej (2 i 3 miejsce na MŚ) czy nawet koszykówki (o czym świadczy tegoroczny EuroBasket). I dobrze. Taka popularyzacja jakiegokolwiek sportu jest potrzebna. Młodzież nic nie uprawia, a tak poczuję chęć gry. Gry w coś, cokolwiek. Obojętne czy siatkę, kosza czy nogę. To się liczy.
No, ale najważniejsza jest duma narodowa i radość. Cieszmy się :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Cenzura nigdy nie śpi!