
Dziś miałem pierwszy dzień zajęć, już po okresie rejestracyjnym, który jednak cały czas trwa i zakończy się najpewniej w piątek.
Powiem na początek jedno. O KURWA! Jaki burdel! Myśleliście, że na UW jest źle, że wujek USOS to maszyna co niszczy psychikę ludzi i czyni z nich warzywa? Jeśli tak, to jesteście w błedzie. Nie, w wielbłądzie dosłownie. Jak wygląda rejestracja na zajęcia dla Erasmusów na ELTE? Otóż proszę Państwa w następujący sposób.
OSOBIŚCIE
Tak jak kiedyś u nas. Podobno jest tu coś w stylu Uniwersyteckiego Systemu Olewania Studentów, ale Erasmusi nie dostąpili błogosławieństwa korzystania z niego. Może i dobrze.
Generalnie mój plan zajęć oparłem na przedmiotach, które w planie zajęć oznaczone są jako CALIF, to znaczy, że są prowadzone przede wszystkim dla amerykańskich studentów z Kaliforni. Zapytałem oczywiście wcześniej tutejszej koordynatorki o możliwość uczęszczania na te zajęcia, bo lepiej się zawsze upewnić. Pamiętajcie drogie dzieci, zawsze pytajcie po kilka razy, kilku różnych ludzi! Wracając do tematu, z wiedzą o tym, że bardzo się cieszą, że zaszczycę swoją obecnością Hamerykanów złożyłem listę do zaakceptowania do Zajączka (koordynator na ISM-ie). Oczywiście teraz ta lista o dupę potłuc warta, ale o tym za chwilę. Dziś rano okazało się, że ze względu na limity miejsc, możemy wybrać sobie tylko jeden z pięciu. Pocisnęło mi się na usta staropolskie pozdrowienie skierowane do osób innych i wszelakich, ale nie wypowiedziałem go głośno, gdyż ujrzałem kilku Polaków. W każdym bądź razie (jak to się kurwa pisze? nigdy nie wiem), wybrałem przedmiot o porównaniu Budapesztu, Wiednia i Pragi (czeskiej) w kontekście urbanistyki, historii, architektury, kultury, ludności, problemów społecznych, dostępu do toalet publicznych i jakości usług oferowanych przez kobiety lekkich obyczajów. Potem była dogrywka, ponieważ na niektóre przedmioty okazało się mniej chętnych niż wynosi limit. Tu mi się udało wcisnąć na wstęp do prawa międzynarodowego, co sprawi, że z moim czteroletnim doświadczeniem będę poraz pierwszy na studiach Mózgiem Narodu.
oczywiście utrata trzech przedmiotów poczyniła kolejną trudność, jaką jest niemożność uzyskania 20 ECTS-ów. Za każdy CALIF były 4 punkty, więc jeżeli ukończyliście kurs matematyki na poziomie politechniki, to łatwo za pomocą całki nieoznaczonej wyliczycie, że mialbym 8 punktów. A skąd wziąć kolejne 12? Porozmawiam z wykładowcami - pomyślałem. A jak pomyślałem tak zrobiłem i oczywiście mój urok osobisty (w przypadku pani prowadzącej) oraz siła argumentów (w przypadku pana prowadzącego) pozwoliły na uzyskanie po 6 punktów, pod warunkiem dodatkowej rzeczy do zrobienia na zaliczenie, takiej jak esej, co nie stanowi problemu, a ja tworzę dalej to zdanie wielokrotnie złożone, bo chcę mieć przynajmniej cztery pełne linijki tekstu zajęte w notatniku, okej udało się. O czym to ja? A. Mam 12 punktów, przejrzałem listę zajęć i dorwałem jeszcze typowo dla Erasmusów rzeczy jak czytanie aktów prawa międzynarodowego (de ja vu?) oraz statystykę... Statystykę... STATYSTYKĘ! :( Ale co poradzić? Jest za 5 punktów, więc liczę, że Zajączek zaakceptuje to. Najgorsze, że lektorat madziarskiego nie daje żadnych korzyści wymiernych (oprócz umiejętności zamówienia bigmaca w narzeczu autochtonów). A szkoda, bo to byłyby najłatwiejsze 3 punkty w moim życiu. Cóż, zdobywałem łatwiejsze (Pawlak), ale chciałem, żeby fajnie zabrzmiało.
Burdel nie z tej ziemi. A wystarczyło powiadomić o tym wcześniej i nie byłoby żadnego problemu z dobraniem przedmiotów. A tak muszę czekać na emilię od doktora i modlić się, żeby zaakceptował.
Aha, żeby nie było tak miło. Co prawda mam tylko 4 przedmioty, ale te CALIF-y całe są dwa razy w tygodniu. Ergo mam 3 dni zajęć, z czego poniedziałek i środę zawalone, a wtorek raczej lajtowy.
Pisząc tę epistołę słuchałem:
Pelican [City of Echoes]
Wow, jaki jesteś trend setter, piszesz co słuchasz, jak piszesz (-: A tak serio, wyrabiasz się, coraz lepsze masz te posty, coraz zabawniejsze zdecydowanie. Nie wiem tylko, czemu tylko ja je komentuję, skoro są naprawdę dobre? Hmm? Czytelnicy, pajace?
OdpowiedzUsuńUdała nam się ta forma komunikacji, piszesz co u Ciebie i wiem, że krzywda Ci się nie dzieje ;*
Że burdel jest aż taki, to się nie spodziewałem. Widzę, że informacje między Budapesztem a ISM są przenoszone przez niewidomego gołębia pocztowego. Ale spoko, poradzisz sobie, Zając jest dusza człowiek, wszystko Ci wybaczy, nawet, jakbyś się zapisał na Seminarium o spirytystycznych ceremoniach godowych kazuarów islandzkich.
Powodzenia z Kalafiornią!