To było dawno. Rok pamiętny 1995. Rok, w którym miliony Polaków przestało być milionerami. Rok, w którym Prezydentem RP został (prawie) magister Aleksander K. Rok, w którym za najlepszy film uznano historię o facecie w spódnicy, który malował twarz na niebiesko. Rok, w którym Legia warszawa grała w fazie grupowej Ligi Mistrzów.
Pamiętam to jak dziś, jak po ciężkim dwumeczu z IFK Goeteborg polska drużyna wygrywa. Ta radość, której rok wcześniej brakowało po pojedynku z Hajdukiem Split. Potem losowanie. Legia trafia do grupy ze Spartakiem Moskwa, Blackburn Rovers oraz Rosenborg Trondheim.
Pierwszy mecz - 13 września 1995 roku. Przeciwnik - mistrz Norwegii. Pamiętam, że siedziałem wtedy po lekcjach u Magdy, bo w domu nie było rodziców (a może byli?), a potem po powrocie do domu nie było prądu. Nie może nie być prądu w dniu meczu! Na szczęście w porę wrócił i mogłem oglądać ten pojedynek. Patrzcie i wyobrażajcie sobie so 8 latek mógł wtedy czuć:
Potem były porażki ze Spartakiem (paskudny Czerczesow!), zwycięstwo i remis bezbramkowy z Blackburn z Shearerem w składzie (pisałem o tym meczu wypracowanie na angielski), wreszcie szczęśliwy awans do ćwierćfinału, dzięki Anglikom. Potem tylko epicki pojedynek z Panathinaikosem na błotnisku (czemu nie strzelali wtedy po ziemi? Wandzik wszystko by wtedy puścił). Żadna polska drużyna nie zaszła tak daleko od tego czasu.
Potem rok 1996. Widzew kontra Broendby. Pojedynki z Atletico, Borussią (która nota bene wygrała tamtą edycję LM) i Steauą Bukareszt (nie umiałem wtedy tej nazwy wymówić). Eksplozja talentu Marka Citki. Rewanż Legii na Panathinaikosie w Pucharze UEFA. Też był dobry rok.
Od tamtego czasu były chwile triumfu - a to Wisła klepiąca Schalke, Parmę i strasząca Lazio. A to Dyskobolia gnojąca Herthę i ManCity. Lech wychodzący z grupy i walczący z Udinese. Ale to już nie jest ta skala. Nie ten puchar. Gdzie jest dziś Puchar UEFA - Liga Europy, a gdzie Liga Mistrzów? Różnica klas jest ogromna...
Na szczęście mam swoje wspomnienia, których nikt i nic mi nie zabierze :)
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Cenzura nigdy nie śpi!