wtorek, 15 września 2009

Zapisy na lektorat

Jak już wspominałem kiedyś, rejestracja na zajęcia na ELTE odbywa się OSOBIŚCIE. Efektem tego na lektorat języka węgierskiego także trzeba było się stawić OSOBIŚCIE. I pomyśleć, że na UW już 4 lata temu na języki sami się zapisywaliśmy? Heh...

Jako, że chcę być w stanie w ludzki sposób zamówić podwójnego Whoopera w Burger Kingu, postanowiłem, że zapiszę się na kurs dla początkujących. Takich jak ja okazało się być kilkadziesiąt, więc kursy na pewno będą. Oczywiście wszystko się opóźniło, co po dzisiejszym dniu już mnie lekko poddenerwowało, ale jeszcze nie wkurzyło. Czekaliśmy, czekaliśmy, aż się w końcu doczekaliśmy.

Weszli.

Na początek tyrada nauczycielek (i nauczyciela jednego, ale dla ułatwienia zaokrąglę do samych pań), które wyglądały na studentki 4. roku i ONA. Szefowa. Szkoda, że nie miałem telefonu ze sobą, tak to bym ją na dyktafon nagrał. Ale co zrobić? Życie. Po kilku próbach udało się jej uciszyć rozwrzeszczany tłum i wtedy się zaczęło. Sposób wypowiadania się tej kobiety po prostu mnie zabił, dostałem takiej głupawki jak nigdy. No dobra, jak od miesiąca nie miałem. "Łi łil czek, hał mani stjuudents ar in dis grup" połączona z zaciąganiem włosko-suwalskim. Dokonano selekcji - na początek wypieprzyła wszystkich germańskojęzycznych po trzytygodniowym kursie. Oczywiście niedosłownie. Potem resztę germańskojęzycznych. Potem anglojęzycznych po trzytygodniowym kursie. I wtedy zostaliśmy my. MY! "Kompliiiit begiiinerrrs!" z sarkastycznym uśmiechem. Na tablicy wszystkie studentki, znaczy nauczycielki, napisały godziny, w których mają czas na dawanie (lekcji). Z B. planowaliśmy zapis do najładniejszej, ale potem stwierdziłem, że jak najładniejsza to najmniej umie i zapisałem się do średniej. Okazało się, że najlepiej po ang mówi, więc chyba źle nie trafiłem. Zapisy do grup też były śmieszne. Na zasadzie aukcji. Na początek suwalska Włoszka rzucała na pożarcie pierwszego nauczyciela, potem się ludzie zgłaszali, potem mówiliśmy, że nie w pon tylko w śr, potem myślenie nauczycielki, czy się zgodzi, jak się zgodzi, to znowu pytanie kto chętny. A potem wypierdalać. Znaczy wyjść na korytarz, żeby wpisać się na listę. Nie wiem co było dalej, bo wybrałem pierwszą z brzegu grupę - dłużej bym po prostu nie wytrzymał ze śmiechu. W grupie parę znajomych twarzy z zajęć, więc będzie okazja się zapoznać. Pora tylko niespecjalna, bo środa od 18.15 do 20. Ale z drugiej strony, dzięki temu mam tylko trzy dni zajęć, z czego jeden tak naprawdę od 10 do 20 zawalony, reszta zaś luźna. No, zobaczymy jak ten madziarski będzie mi szedł.

Z wiadomości z życia bombla:

-> Zajączek mi odpowiedział i zaakceptował listę przedmiotów. Niestety pierdolony USOS nie pozwala mi na żadną modyfikację systemu. Kurwa jego niedojebana mać, za przeproszeniem.

-> Znalazłem wino za 349Ft. Portugalskie. Do calimocho doskonałe.

-> Wycieczka z Panką i jej ziomkami nad Balaton nie wypaliła ;( ale co złe, to sie nie odwlecze (czy coś w tym stylu). Zapisałem się wczoraj na obóz koncentracyjny dla Erasmusów nad Balaton właśnie. Będzie trwał 4 dni i jak się nie utopię, to coś tu ujawnię. Albo i nie ;)

-> Miałem dziś pierwsze koło, z konwencji wiedeńskiej o prawie traktatów, ale chyba je zaliczę. W końcu Kosiarz - Władca Umysłów kazał na drugim roku niemalże się jej na pamięć nauczyć. Choć dopiero wczoraj ją po raz pierwszy na oczy widziałem :)

-> Nie wypiłem jeszcze win, co je kupiłem na festiwalu!

No to pozdro szejset wolt!

1 komentarz:

  1. Wolna amerykanka po prostu. Myślę, że rękoczyny wśród studentów były główną przyczyną wprowadzenia USOSa na UW - dzięki temu w mordę dostają tylko informatycy.

    OdpowiedzUsuń

Cenzura nigdy nie śpi!