Wreszcie. Tak można ująć moje próby spróbowania langosza (pozostanę przy tej formie zapisu, bo jest łatwiejsza). Czymże jest ten posiłek? Dóra, z którą miałem ostatnimi czasy wiele czasu na rozmowy, powiedziała, że na Węgrzech langosz jest daniem "wakacyjnym". Madziarzy jedzą go zawsze, kiedy są na wakacjach nad Balatonem (m. in. zapewne). Z moich obserwacji jakie poczyniłem, to jest to też chyba posiłek poimprezowy. Kupić to można w budkach i miniknajpkach otwartych całą dobę. Albo i nie. Szczególnie drastyczne są przypadki miejsc, gdzie można kupić langosza tylko w sobatni poranek PRZED 10! Barbarzyństwo.
Skład langosza. Ciasto drożdżowe smażone w głębokim tłuszczu, posmarowane śmietaną kwaśną i posypany serem (który nie jest rozpuszczony). I to w zasadzie tyle. Owszem, są wersje z różną ilością dodatków, ale byłem w stanie zrozumieć tylko jedną pozycję - langosz z serem. Inne słowa brzmiały jak mowa elfów w powieściach Tolkiena. Obco. Ciasto. Nie. Bułkę. Nie. Kanapkę. Nie. Cholera. Hmmmm. Placek. Placek dostałem bardzo szybko, zapłaciłem wcześniej jakieś 400Ft, ale głowy nie dam bo byłem pijany i to bardzo, a w takim stanie nie umiem operować cyframi i liczbami. Panie miłe, widziały, że stoi przed nimi człowiek, który za chuja nie rozumie co się do niego mówi - pewnie upośledzony jakiś. Dostałem więc o co prosiłem i zabrałem się za konsumpcję. Oto jak to wygląda:
Na początek ciasto. Podsmażcie sobie ciasto z mąki, wody, soli i drożdży w głębokim oleju. Nic nadzwyczajnego. Było tłusto i ciężko już po pierwszym kęsie. Potem dobiłem się do dodatków. Myślałem, że polane to-to jest jakimś sosem śmietanowym, jednak pierwszy kontakt z białą mazią upewnił mnie, że była to śmietana. Ser żółty smakował jak ser żółty. Czyli nic specjalnego. Brakowało mi keczupu nie wiem czemu. Generalnie w smaku złe to nie było - smażony chleb z serem i śmietaną. Eatable, jak to Mateo ujmuje. Nie stałem się jakimś wielkim fanem langoszy. Dość powiedzieć, że kebab z baraniny (lub w najgorszym przypadku z kurczaka) z zagłębia przy Królewskiej jest dużo lepszą opcją na zaspokojenie gastrofazy zapijaczonego organizmu bombla. Ale z braku zagłębia kebabowego na Królewskiej w Budapeszcie muszę się zadowolić czym się da.
A powiem, że w godzina 3-4 ciężko o posiłek, który jest godny żołądka bombla. Wspomnianego zagłębia kebabowego na Królewskiej nie ma tutaj, a tutejsze gyrosy z greckich knajp nie równają się do tureckich dzieł kulinarnych. Jest jeden 24-godzinny McDonald's, no ale proszę. Szanujmy się. Tylko BurgerKing! Jest jeszcze Subway, ale jest tam drogo to raz, a dwa takie kanapki to ja sobie mogę w domu robić. W Peszcie udało mi się znaleźć sklep nocny, a tam kanapki, które również są w Sparze i nawet u mnie na uczelni. Drogie są i nie wzbudzają mojego zaufania. Podsumowując - jest lepiej niż w Madrycie (gdzie musiałem się naprawdę nachodzić, żeby zwykłego spożywczaka znaleźć. Jadłodajni tam nie ma o tej porze czynnych...), ale do osiągnięcia ideału satysfakcjonującego mój żołądek jeszcze trochę brakuje. Co nie zmienia faktu, że i tak bardzo lubię to miasto i te przejściowe problemy jakoś da się przezwyciężyć. Na przykład przez wizyty w kuchniach kobiet, które zapraszają mnie do siebie na noc w celach wiadomych.
Pisałem i bujałem się w rytm:
Akurat [Fantasmagorie]
(dzięki dla K. za przypomnienie tej płyty :*)
PS: Już prawie chodzę bez bólu i nawet na schodach nic nie czuję. Prawie nic nie czuję oczywiście. W tym miejscu pragnę ustanowić prośbę o masaż. Wszystkie przedstawicielki płci pięknej, które chcą dostąpić zaszczytu i przyjemności masowania moich plecków, mogą wysyłać oferty na maila lub gadulca lub ryjoksiążkę. Tylko poważne oferty! W zamian oferuję mój mega-zaje-fajny masaż całego ciała ;) :*
Widzę, że powracasz do formy, bo się nawet trochę uśmiałem przy Twoim poście.
OdpowiedzUsuńTeraz widzisz, rozumisz, czemu Turcy są jednak dobrą sprawą - produkują zacne papu. Szczerze rzekłszy spodziewałem się, że ten placek to będzie coś więcej niż... placek ze śmietaną i serem. Gdyby u nas to zaczęli sprzedawać chyba by ich ludzie wyśmiali, że próbują ich paść jakimś takim badziewiem bez dodatków (-:
No nie? Zero chrupiącej cebulki i keczupu. Barbarzyństwo :D
OdpowiedzUsuń