poniedziałek, 5 października 2009

Lángos

Wróciłem! Wiem, że za mną tęskniłyście (wy panowie też, ale to nie to samo). Drogie Panie, nigdy bym Was nie zostawił! No proszę! Miałem po prostu zły okres w życiu - zero weny, zero pomysłów, zero alkoholu. Czasem tak bywa, że bombel ma problemy ze sobą. Ale wróciłem. Przynajmniej na trochę, bo teraz ciężki okres imprezowo-uczelniany się szykuje, więc o sen i siły do pisania może być ciężko. Ale trzymajcie kciuki moje drogie Czytelniczki (czytelnicy także).

Wreszcie. Tak można ująć moje próby spróbowania langosza (pozostanę przy tej formie zapisu, bo jest łatwiejsza). Czymże jest ten posiłek? Dóra, z którą miałem ostatnimi czasy wiele czasu na rozmowy, powiedziała, że na Węgrzech langosz jest daniem "wakacyjnym". Madziarzy jedzą go zawsze, kiedy są na wakacjach nad Balatonem (m. in. zapewne). Z moich obserwacji jakie poczyniłem, to jest to też chyba posiłek poimprezowy. Kupić to można w budkach i miniknajpkach otwartych całą dobę. Albo i nie. Szczególnie drastyczne są przypadki miejsc, gdzie można kupić langosza tylko w sobatni poranek PRZED 10! Barbarzyństwo.

Skład langosza. Ciasto drożdżowe smażone w głębokim tłuszczu, posmarowane śmietaną kwaśną i posypany serem (który nie jest rozpuszczony). I to w zasadzie tyle. Owszem, są wersje z różną ilością dodatków, ale byłem w stanie zrozumieć tylko jedną pozycję - langosz z serem. Inne słowa brzmiały jak mowa elfów w powieściach Tolkiena. Obco. Ciasto. Nie. Bułkę. Nie. Kanapkę. Nie. Cholera. Hmmmm. Placek. Placek dostałem bardzo szybko, zapłaciłem wcześniej jakieś 400Ft, ale głowy nie dam bo byłem pijany i to bardzo, a w takim stanie nie umiem operować cyframi i liczbami. Panie miłe, widziały, że stoi przed nimi człowiek, który za chuja nie rozumie co się do niego mówi - pewnie upośledzony jakiś. Dostałem więc o co prosiłem i zabrałem się za konsumpcję. Oto jak to wygląda:


Na początek ciasto. Podsmażcie sobie ciasto z mąki, wody, soli i drożdży w głębokim oleju. Nic nadzwyczajnego. Było tłusto i ciężko już po pierwszym kęsie. Potem dobiłem się do dodatków. Myślałem, że polane to-to jest jakimś sosem śmietanowym, jednak pierwszy kontakt z białą mazią upewnił mnie, że była to śmietana. Ser żółty smakował jak ser żółty. Czyli nic specjalnego. Brakowało mi keczupu nie wiem czemu. Generalnie w smaku złe to nie było - smażony chleb z serem i śmietaną. Eatable, jak to Mateo ujmuje. Nie stałem się jakimś wielkim fanem langoszy. Dość powiedzieć, że kebab z baraniny (lub w najgorszym przypadku z kurczaka) z zagłębia przy Królewskiej jest dużo lepszą opcją na zaspokojenie gastrofazy zapijaczonego organizmu bombla. Ale z braku zagłębia kebabowego na Królewskiej w Budapeszcie muszę się zadowolić czym się da.

A powiem, że w godzina 3-4 ciężko o posiłek, który jest godny żołądka bombla. Wspomnianego zagłębia kebabowego na Królewskiej nie ma tutaj, a tutejsze gyrosy z greckich knajp nie równają się do tureckich dzieł kulinarnych. Jest jeden 24-godzinny McDonald's, no ale proszę. Szanujmy się. Tylko BurgerKing! Jest jeszcze Subway, ale jest tam drogo to raz, a dwa takie kanapki to ja sobie mogę w domu robić. W Peszcie udało mi się znaleźć sklep nocny, a tam kanapki, które również są w Sparze i nawet u mnie na uczelni. Drogie są i nie wzbudzają mojego zaufania. Podsumowując - jest lepiej niż w Madrycie (gdzie musiałem się naprawdę nachodzić, żeby zwykłego spożywczaka znaleźć. Jadłodajni tam nie ma o tej porze czynnych...), ale do osiągnięcia ideału satysfakcjonującego mój żołądek jeszcze trochę brakuje. Co nie zmienia faktu, że i tak bardzo lubię to miasto i te przejściowe problemy jakoś da się przezwyciężyć. Na przykład przez wizyty w kuchniach kobiet, które zapraszają mnie do siebie na noc w celach wiadomych.

Pisałem i bujałem się w rytm:
Akurat [Fantasmagorie]
(dzięki dla K. za przypomnienie tej płyty :*)

PS: Już prawie chodzę bez bólu i nawet na schodach nic nie czuję. Prawie nic nie czuję oczywiście. W tym miejscu pragnę ustanowić prośbę o masaż. Wszystkie przedstawicielki płci pięknej, które chcą dostąpić zaszczytu i przyjemności masowania moich plecków, mogą wysyłać oferty na maila lub gadulca lub ryjoksiążkę. Tylko poważne oferty! W zamian oferuję mój mega-zaje-fajny masaż całego ciała ;) :*

2 komentarze:

  1. Widzę, że powracasz do formy, bo się nawet trochę uśmiałem przy Twoim poście.
    Teraz widzisz, rozumisz, czemu Turcy są jednak dobrą sprawą - produkują zacne papu. Szczerze rzekłszy spodziewałem się, że ten placek to będzie coś więcej niż... placek ze śmietaną i serem. Gdyby u nas to zaczęli sprzedawać chyba by ich ludzie wyśmiali, że próbują ich paść jakimś takim badziewiem bez dodatków (-:

    OdpowiedzUsuń
  2. No nie? Zero chrupiącej cebulki i keczupu. Barbarzyństwo :D

    OdpowiedzUsuń

Cenzura nigdy nie śpi!