piątek, 4 września 2009

Pre-paid


Jestem w szoku. Czegoś takiego sobie nigdy nie wyobrażałem. Ale po kolei, jak mawiał mój znajomy dróżnik.

Stwierdziłem, że wartoby kupić sobie węgierską kartę coby nie płacić horrendalnych stawek za roaming. Łażąc po mieście przyglądałem się różnego rodzaju kioskom, ale mimo mojej (nie)znajomości węgierskiego byłem w stanie stwierdzić, że starterów to tam nie mają. Na szczęście wczoraj przypadkiem spotkałem się z Dórą, która nota bene jest też mentorką dziewczyny z Krakowa, którą poznaliśmy na wydziale, i pomogła kupić takowąż.

bombel dziwi się poraz pierwszy. Starter można kupić tylko w punkcie sprzedaży operatora. No ok. Niech im będzie. Poszlismy więc do siedziby T-Mobile (przyszła zapewne nazwa Ery) by nabyć starter drogą kupna. Oczywiście numerki, srurelki, kolejki. Dobry czas, żeby się poznać i pogadać. Okazało się, że trafiłem na fankę futbolu :) W końcu przyszła nasza kolej.

bombel dziwi się poraz wtóry. FORMALNOŚCI?! Łot de fak?! Musiałem pokazać dowód, spisali chyba wszystkie z niego dane, musiałem się podpisać pod jakimiś świstkami w madziarskim. No kurka. W PL idziesz do kiosku i kupujesz kartę. Żadnych problemów. Kurde.

bombel dziwi się poraz tróry. Za starte płacę 4050ft, a do wykorzystania mam 2700ft. Za co reszta za przeproszeniem? Ech... Ale przynajmniej nie muszę się martwić o bankructwo. No i mam fajny numer: +36304151673. Zapisać i zapamiętać!

Dojazd.

Powinienem przed opisaniem jak najlepszej drogi dotarcia do Budapesztu skoncentrować się raczej na formalnościach, które należy spełnić. Ale nie chce mi się :)

Budapeszt, stolica Węgier, położna w północnej częsci kraju, nad Dunajem. Z Warszawy będzie jakieś 850 km. Nie jest jakaś oszałamiająca odległość, trafić jest naprawdę łatwo, a sposobów jest kilka. Przyjrzyjmy się im z punktu widzenia bombla.

Po pierwsze - samolot. Kiedyś było bardzo fajnie, gdyż ponieważ z WAW do BUD latał sobie WizzAir. Co by nie mówić o tej taniej linii, to koszt za bilet w jedną stronę kształtował się w okolicach jakichś 150 zł (w cenie bagaż 20 kg i nawet skórzany fotel!). Ale z niezrozumiałych dla mnie przyczyn trasa ta została skasowana, najprawdopodbniej zapełnienie nie było za wysokie. A szkoda... W tej chwili zostały tylko państwowe linie lotnicze - LOT i Malév. Koszt za lot to ok. 450-500 zł w jedną stronę. No chyba, że trafi się na promocję, które się zdarzają, ale ciężko przewidzieć kiedy i w jaki sposób się one pojawiają. Plus tego środka transportu to przede wszystkim SZYBKOŚĆ. Lot trwa ok. 2 godzin, dosłownie chwila. Minusy są moim zdaniem trzy. Pierwsze primo - cena. Drugie primo - ograniczenie bagażowe. Trzecie primo - Ferihegyi Nemzetközi Repülőtér. Lotnisko jest jednak położone te 16 km od centrum, co ogranicza mobilność, tym bardziej, że odjeżdżają z niego tylko stojące w korkach autobusy, albo stojące w korkach taksówki.

Kolejny środek transportu - pociąg. Z Warszawy o godzinie 21 odjeżdża codziennie pociąg do Pragi/Wiednia/Budapesztu (tak, naraz), który na dworzec Keleti zajeżdża o 8.32. Bilet wg informacji kosztuje jakieś 300 zł w jedną stronę. Ale jeśli jesteś studentem, to wiesz, że bezpośredni kontakt i wystanie swojego w kolejce daje korzyści. I tak jest też w przypadku PKP Intercity. W kasie międzynarodowej można się dowiedzieć, że na każdy pociąg międzynarodowy przypada pula 6 biletów w cenie promocyjnej 130 zł. Można oczywiście dokupić sobie miejsce leżące (tylko 10 EUR!) lub w wagonie sypialnym (ok. 100 zł, ale głowy nie dam). Polecam dopłacenie tych 30 zł i wtedy podróż jest całkiem przyjemna. Można bez problemu przespać się w kuszetce w pozycji sprzyjającej regeneracji organizmu (znaczy na leżąco). Kolejną zaletą jest brak ograniczenia liczby bagażu - mi udało się przewieźć dwie duże walizki, plecak, torbę na ramię i torbę na laptopa. Wystarczy trochę pokombinować w przedziale i wszystko się gdzieś pomieści. No i przede wszystkim ląduje się już w Peszcie, na Keleti pályaudvar. Od razu przy stacji jest stacja metra (linia nr 2) i budowana od dwóch lat stacja "czwórki", która zostanie zakończona za dwa lata. Minusy? Czas podróży - 11 godzin 32 minuty. Jedyne pocieszenie, to to, że jest to pociąg nocny i można spać. Wiem, że jest też pociąg z Krakowa, ale o tym mieście nic nie wiem ;)

Ostatnim bezpośrednim środkiem transportu jest własny samochód. Najszybsza droga wynosi ok. 840 km, przy czym jest to najszybsza droga. Zajmie ok. 10 godzin i 40 minut. W Polsce jedzie się głównie Katowicka Strasse, więc można bez obaw depnąć i dojechać nawet szybciej. Jeśli masz kombi, ale wystarczający samochód, żeby zabrać bagaż to jest to nawet fajna opcja. Tylko, że trzeba mieć kierowcę, który ma dużą dozę cierpliwości i lubi jeździć daleko. Załóżmy, że jedziemy samochodem, którego spalanie wynosi ok. 7,5l/100km. Potrzeba będzie ok. 65l benzyny w jedną stronę, czyli jakieś 280 zł (przy założeniu, że benzyna kosztuje 4,40 zł/l). Wypada zwykle dać na wachę dla kierowcy na powrót, więc to będzie jakieś 560 zł. Drogo dosyć, długo dosyć, ale masz własny bagaż podwieziony pod samą kwaterę (o ile znajdziecie miejsca parkingowe). Nie polecam generalnie.

Są jeszcze dwa inne wyjścia. Jedno z nich to transport kombinowany. Z Warszawy wsiadacie do pociągu Interregio lub innego do stacji Kraków Główny i z tegoż miasta autokarem firmy OrangeWays trafiacie na dworzec autobusowy przy stadionie Ferencvarosu. Koszt w jedną stronę to ok. 100 zł, a jak w dwie to nawet 160 zł. Jest to zdecydowanie najtańsza opcja. Można być też hardcorem i pojechać stopem, wyjdzie wtedy darmo. Ale nie mam żadnych doświadczeń związanych z tym sposobem podróżowaia, więc nic nie radzę na ten temat.

Generalnie dojazd do BUD nie jest zbyt kosztowny i jest dosyć zróżnicowany. Jak to się mówi, dla każdego coś miłego :)

Enneagram


CookieMonster natchnął mnie w jednej ze swoich ostatnich notek do ponownego wykonania enneagramu. O dziwo wynik mi się tak samo zmienił.

Z osoby agresywnej, dynamicznej, energicznej, która jest jednocześnie ekstrawertykiem kochającym ryzyko i ze skłonnościami do uzależnień stałem umoralniającym kaznodzieją, który niekoniecznie ma rację, jest pełen agresji i dąży przede wszystkim do zapewnienia sobie odpowiedniego statusu materialnego, a także ma trudność w zachowaniu wierności w związku małżeńskim i jednocześnie jest bardzo lojalny wobec przyjaciół.

Co więcej kontakty z piątkami, czyli osobnikami pokroju Q. powodują chęć zastanawienia się nad sobą, własnymi czynami, kontemplacji przeżyć i zdarzeń. Przebywanie w ich obecności uspokaja.

Naprawdę ciekawy wynik i materiał do przemyśleń. Szkoda, że nie robiłem enneagramu przed styczniem 2007 (a może robiłem, tylko nie pamiętam?). Ostatnio test robiłem jakieś półtora roku temu - okres w życiu, w którym wszystko odczuwałem pesymistycznie, dążyłem do samozagłady, popadałem w kolejne nałogi. Nie było mi wesoło i generalnie problemów było więcej niż sukcesów. I nagle coś się zmieniło. To było zanim jeszcze zmieniłem pokój (więc nie jest to na pewno zbawienny wpływ czerwonego sufitu), do tego grubo po "zawieszeniu" politechniki (więc nie zachwyt wolnością i luzem). To było w okolicach lutego/marca. Nagle zaczęło się wszystko mi udawać, każde koło, egzamin, procedura, Erasmus. Po prostu natłok sukcesów. I tu pojawia się pytanie. Dlaczego?

Dlaczego?

Może, to że w życiu dzieje się dobrze bądź źle powoduje zmianę w zachowaniu?

Może po prostu dorastam i zmienia mi się podejście do życiu?

Może wręcz przeciwnie obojętnieję na problemy i koncentruję się na doraźnych celach?

Nie wiem i chyba nigdy się nie dowiem.