wtorek, 8 września 2009

Moja droga do szkoły

W klasach 1-3 panie na języku polskim kazały nam często pisać różne wypracowania. Jednym z nich była praca na temat "Moja droga do szkoły". Jako, że do podstawówki miałem jakieś 500m okrężną drogą nie były to dzieła pełne malowniczych opisów krajobrazu, zmian zachodzących w przyrodzie, spotkań z dzikimi zwierzętami (o bezdomnych psach raczej się nie wspomina) i takie tam pierdoły. Dziś postanowiłem poczuć się jak mój brat, który właśnie do drugiej klasy poszedł i chcę Wam przedstawić moją drogę do szkoły.

Generalnie, żeby dojechać na uczelnię muszę najpierw wyjść z domu. Już samo wyjście z domu nastraja mnie bardzo pozytywnie, gdyż widok zza drzwi mam śliczny, a drzwi są szklane, tak więc mogę się gapić na park robiąc sobie obiad. Aha, na takim minitarasie jest wyjście z domku, tak więc jest trochę po amerykańsku.



Później idę sobie Városmajor utca w stronę Moszkva tér i odbija sobie w lewo w Temes utca. Mam co prawda bliżej przystanek tramwajowy przez Szent János Kórház, ale lubię się przejść czasem przez park, popodziwiać naturę, nawdychać się świeżego powietrza, znaleźć ofiarę do brutalnego gwałtu. Uliczką tą, a właściwie alejką przebijam się przez park Városmajor, który to nota bene jest również stacją początkową kolejki zębatej, który prowadzi na Wzgórza Budapeszteńskie.



Kolejny przystanek to przystanek Nyúl utca, w którym wskakuje za każdym razem w tramwaj nr 61. Nie rozumiem tutejszej numeracji, ale może ma to jakiś głębszy sens. W każdym bądź razie miło mi się jedzie tramwajem aż do pętli przy Móricz Zsigmond körtér. Dlaczego przyjemnie? Po pierwsze widoki, nie wyjeżdżam poza Budę, więc cały czas mam po swojej lewej lub prawej jakieś duże wzgórze do podziwiania. Po wtóre te tramwaje mają ciekawy patent - okna można przesuwać na wysokości głowy, jeśli się jest w pozycji siedzącej. Fajnie się można ochłodzić na siedząco. I nic nie śmierdzi od innych ludzi :)



Później na pętli czeka mnie przesiadka do ichniego szybkiego i mega długiego tramwaju, która jest mega nudna, ale za to w kilka chwi jestem przy Petőfi híd i stamtą już tylko przejść przez kolejny park i jestem na uczelni. Wejście główne do budynku, jest brzydkie, dlatego nie uwieczniłem go na moim telefonie. W zamian pokazuje widok jaki czeka mnie zawsze, gdy wracam do domu i wsiadam do 61.



Nie wiem co zrobiłem z ustawieniami aparatu, ale wyszedł efekt zdjęcia prześwietlonego zrobionego na kliszy z lat 70. Ale podobają mi strasznie te kolorki.

A na koniec w ramach bonusu widok z mojego tarasu.



A to zdjęcie z widokiem z mojego tarasu w pełnej okazałości i przed przeróbką w Fotoszopie.


Idąc na uczelnię słuchałem:
Cult of Luna [Salvation]