Mając początkowe problemy z komunikacją w tutejszym narzeczu, najczęściej stołowałem się w takich przybytkach, gdyż jedzenie jest podawane szybko i mniej więcej wiem czego się spodziewać. Moje przygody fast food-owe zacząłem od Burger Kinga. Restauracji tej sieci w Budapeszcie jest mnóstwo. Bez porównania do ledwie 4 w Warszawie. Jedzenie niczym się nie różni, tak samo grillowana wołowina, dobra bułeczka, świeże warzywa i prawdziwa cebulka. Oto tu na zdjęciu podwójny whopper z serem.
W tej chwili promowany jest przede wszystkim zestaw Ernő Menü. W wielkim skrócie: cheeseburger, małe frytki, mały napój. Za 400Ft. Nic wielkiego. Nie wiem co tam teraz w Polsce jest, ale jak wyjeżdżałem, to były kanapki Gringo i Gaucho, coś nowego. Mają tu coś takiego jak Western Whopper. Od normalnego różni się jeszcze plasterkiem bekonu. Ale dobra. To, co mnie najbardziej zszokowało (oprócz jednej rzeczy, o której na końcu), to brak genialnego BigKinga XXL!!! Niewybaczalne!!!
Dla odmiany zdarzało mi się zawitać do konkurencyjnego McDonald's i spróbować kilku "potraw". Najlepszy jest podwójny McRoyal, ale i tak nie dorasta w niczym do pięt Whopperowi. Bo jest smażony (uuu!). Kurczaki McNuggets smakują dziwnie i nie polecam. Reszta standardowa. BigMac, coś a la WieśMac, Filet-O-Fish, McChicken. Nic nowego, nic co mogłoby mnie przyciągnąć na stałe. W tej chwili jest promocja na szklanki Coca Coli w kształcie puszek, przy zakupie powiększonego zestawu. Gdzieś już to widziałem... W jednej z restauracji McDonald's (a dokładniej przy Astorii, jesliby ktoś pytał) jest WIELKA DOLEWKA! W Macu! Normalnie szok! Troche mniejszy niż brak BigKing-a XXL, ale zawsze.
Przy Moszkva tér znajduje się również KFC, do którego wstąpiłem wracając koło północy skądśtam (nie pamiętam nawet skąd). Właśnie KFC jest czynne aż do 24. Zaliczam tu duży plus. Kolejny duży plus ma to KFC za najlepszego Zingera, jakiego w życiu jadłem. Naprawdę był pyszny - lekko pikantny, kurczak kruchutki. Kolejny plus za anglojęzyczną obsługę. Oczywiście jak KFC, to i wielka dolewka (standard). Co ciekawe jednym z napojów do wyboru było coś takiego jak Canada Dry. Czyli z tego co wyczytałem to piwo imbirowe :) Pierwszy raz w życiu coś takiego spożywałem i nawet smakowało.
Standardowym szybkim żarciem po imprezach (lub w trakcie) w Polsce jest kebab. Turków w BUD nie ma aż tylu co u nas, więc i liczba kebabiarni nie jest powalająca. Ale przy magicznym Moszkva tér jest wszystko, więc i Turka znalazłem. Niejednego. Coś co my nazywamy kebabem tutaj sprzedają pod nazwą gyros. Ale z grubsza jest to to samo. Smakowo mnie nie zachwyciło i jak tylko pojawię się w 100licy, to od razu do Sahary się udam. Ceny niestety nie jestem w stanie podać, bo za każdym razem, jak kupowałem to byłem pijany. Ale w bułce nie ma, od razu mówię.
Węgrzy mają także swój tradycyjny fast food, coś o nazwie lángos (to właśnie to coś nad tym akapitem). Danie to placek z mąki wielkości cebularza, tylko trochę grubszy, posypany serem, cebulą i polany sosem czosnkowym. Miałem się na degustację udać w sobotę, ale jakoś tak wyszło, że sobie kolano skręciłem i chwilowo jestem udupiony i uziemiony, przez co pisząc tę notkę obśliniłem klawiaturę i biurko. Ale obiecuję, że jak tylko stanę na obie nogi, to zamieszczę relację na żywo ze spożywania lángosa ;)
A bym był zapomniał. Największy szok. Największa masakra niemalże związana z Macie i BurgerKingiem. W 90% lokali nie mają terminali do płacenia kartą! ARRGGHHHH! Dlatego m.in. czuję się jak w 2001 roku...
Tym tekstem chcę też przekazać message ode mnie: gotujcie zdrowe żarcie w domu! Tako rzecze bombel i wie co mówi, bo sam zajebiście gotuje. Przede wszystkim dla siebie i przedstawicielek płci pięknej [traktujcie to jako zaproszenie ;)].