
1,633
4,016
7,508
Czymże są te magiczne liczby? Otóż są to współczynniki klubowe wyliczane według wytycznych UEFA. Brane są one pod uwagę między innymi przy losowaniach par pucharowych czy rozstawieniu drużyn. Wyliczane są one na podstawie liczby punktów zdobytych przez drużynę w europejskich pucharach, a także siły ligi krajowej. Tyle teorii.
Liczby te dotyczą trzech drużyn, z czego jedna tylko nie awansowała do elitarnej Ligi Mistrzów. Jak myślicie, która?
Dla ułatwienia dam małą podpowiedź:
1,633 - Debreceni VSC (Węgry)
4,016 - APOEL F.C. (Cypr)
7,508 - Wisła Kraków (Polska)
Tak, teraz już wiemy, że pożal się borze mistrz Polski 2009 dał ciała na całego. Skompromitował się z mistrzem Estonii, niejaką Levadią Tallinn. A gdyby ich przeszli, to spotkaliby się nota bene z drużyną z Debreczynu. Ciekawa sytuacja, prawda?
Wniosek z całej tej historii jest niestety bardzo smutny. Liga Mistrzów jest dla wszystkich, ale nie dla drużyn z Polski. Pamiętam dawne czasy, kiedy Legia Warszawa albo Widzew Łódź grały w tych rozgrywkach. I to z niemałymi sukcesami (1/4 finału!). Ale już od 12 lat polskie drużyny biją głową w mur... Dlaczego? Jestem w stanie na to pytanie odpowiedzieć tylko częściowo. Prześledziłem te 12 lat Wielkiej Smuty Piłkarskiej:
1997/98 - AC Parma - Widzew Łódź (II runda kwal.)
1998/99 - Manchester United - ŁKS Łódź (II runda kwal.)
1999/00 - AC Fiorentina - Widzew Łódź (III runda kwal.) [Widzew w zastępstwie Wisły - patrz sprawa Miśka]
2000/01 - Panathinaikos - Polonia Warszawa (III runda kwal.)
2001/02 - FC Barcelona - Wisła Kraków (III runda kwal.)
2002/03 - FC Barcelona - Legia Warszawa (III runda kwal.)
2003/04 - RSC Anderlecht - Wisła Kraków (III runda kwal.)
2004/05 - Real Madryt - Wisła Kraków (III runda kwal.)
2005/06 - Panathinaikos - Wisła Kraków (III runda kwal.) [Wisła zaczynała od III rundy, tak było dobrze!]
2006/07 - Szachtar Donieck - Legia Warszawa (III runda kwal.)
2007/08 - Steaua Bukareszt - Zagłębie Lubin (II runda kwal.) [potem czekało BATE Borysów...]
2008/09 - FC Barcelona - Wisła Kraków (III runda kwal.)
2009/10 - Levadia Tallinn - Wisła Kraków (II runda kwal.) [potem Debreceni VSC i Lewski Sofia...]
I doszedłem do następujących wniosków:
1) Zbyt silny przeciwnik - Ameryki nie odkryłem w tym stwierdzeniu. Jakie szanse mogły mieć Legia z Barceloną, Wisła z Realem albo Barceloną czy ŁKS z ManUtd? Heloł. Owszem, zdarzało się nawiązać im walkę przez kilka, kilkanaście minut (pamiętne 1-0 Wisły z Barceloną w 2008 roku), ale to było stanowczo za mało, żeby awansować. Najgorsze jest to, że Wisła momentami miała naprawdę spore szanse na to, żeby ugrać coś w pucharach, ale co zrobić? Pech w losowaniu...
2) Brak szczęścia - no bo jak inaczej można ocenić walkę Polonii czy Wisły z Panathinaikosem. Tę drugą potyczkę pamiętam aż nazbyt dobrze. Ile nerwów zjadłem w trakcie tego dwumeczu. Na porażce zaważyły błędy indywidualne. Były spore szanse na awans, ale czegoś zabrakło...
3) Nieodpowiedni reprezentant Polski - wicemistrz Widzew w 1998 (inna sprawa, że Wisła nie mogła; a szkoda)? Pseudomistrz Zagłębie? Naprawdę brak słów. Miedziowi mieli umiarkowanie łatwą drogę, a nie byli w stanie jej przejść. Nieodpowiednia drużyna, po prostu...
4) Słabość piłkarska - Legia z Szachtarem mogła nawiązać walkę, ale mieli Nędzę w ataku. Wisła z Anderlechtem to dramat jednym słowem. Widzew nie mógł mieć żadnych szans z Parmą. Polskie drużyny były w pewnym kryzysie - nieodpowiednie ruchy transferowe, nieodpowiedni trenerzy, potęgi chylące się ku upadkowi. Nie było szans z założenia, mimo że walczyli z europejskimi średniakami.
5) Kompromitacja - Wisła! Co? Levadia! Oglądałem "pojedynek" z Estończykami z bólem zębów. Na Wiślaków nie dało się patrzeć po prostu. Trener Skorża bez ogródek przyznał się do błędu w sztuce trenerskiej - źle przygotował zespół. Wisła miała być gotowa dopiero na sierpień, na ostatnie mecze kwalifikacyjne, na początek ligi. Owszem, wyśmienicie się z tego wywiązał - Wisła prowadzi w lidze z kompletem zwycięstw, na boisku wygląda dobrze. Myślał indyk o niedzieli, a w sobotę łeb ucięli. Niestety, mecze II rundy kwalifikacyjnej zostały przez sztab po prostu zignorowane. Efekt? Powtórzę, kompromitacja.
Teraz, kiedy dobry wujek Platini ułatwił awans drużynom ze słabszych lig do Ligi Mistrzów trzeba jeszcze bardziej się starać niż z Barceloną czy Realem. Trzeba zagrać 6 dobrych i zwycięskich meczów i cieszyć z awansu do elity. Wisłę było stać na to w tym sezonie. Nie wolno lekceważyć żadnego przeciwnika!
Pozostaje mi w tej chwili jedno. Kibicować Debreczynowi. Węgrzy zasłużyli na awans. Zagrali 6 dobrych meczów i teraz są w elicie. Nie wróżę im sukcesu. Ale przeżyją wspaniałą przygodę. A może ja sam wybiorę się na stadion im. Ferenca Puskasa obejrzeć ich w akcji? Kto wie, kto wie. A nadzieje polskich kibiców trzeba odłożyć na przyszły sezon...